ChemioterapiaChemioterapia to temat, który głęboko leży na sercu wszystkim.

Czym jest chemioterapia? Dlaczego należy się dobrze zastanowić, gdy mamy  zastosować chemioterapię? Czy na pewno nie ma bezpiecznej metody leczenia?

Coraz więcej onkologów ma poważny problem. Bo czym innym jest praktyka onkologiczna, która polega w głównej mierze na, jak się to określa skutecznej chemioterapii, polegająca na podawaniu choremu trucizn, które mają mniej szkodzić zdrowym komórkom a całkowicie komórkom nowotworowym.

Jak widać ze statystyki wpływ takiego działania jest właściwie żaden, ponieważ 2% jest to de facto granica błędu. Lekarze chwalą się:, że jak pacjent po przebytej chemioterapii przeżyje do 5 lat to już jest sukces. Oznacza to, że został wyleczony i chemioterapia była skuteczna.

Podanie pierwszej chemii najczęściej powoduje, że guz się obkurcza. Ale dlaczego tak się dzieje, że on się obkurcza?

Otóż guz jest pewną grupą komórek nowotworowych, wokół której istnieje silne nagromadzenie białych ciałek krwi, czyli leukocytów. One oblepiają ten guz chcąc zniszczyć proces nowotworowy. Organizm w ten sposób sam się broni. A więc guz tylko w części składa się z komórek nowotworowych. Większość to są białe ciałka krwi.

Jeżeli podamy choremu np. sterydy, co oczywiście jest wykorzystywane przez onkologów, masa guza ulegnie zmniejszeniu. Wiadomo o tym od dziesiątków lat, że sterydy jak i cytostatyki podawane w dużych dawkach powodują rozpylenie leukocytów w organizmie. Zdjęcia RTG, USG czy tomografii pokażą zmniejszenie się guza.
Ale niestety jak stwierdzają cztery główne instytuty rakowe w USA, które już ponad 5 lat temu opublikowały na ten temat pracę,- stwierdziły wprost, nowotwór się zmniejsza, ale rozprzestrzenia się po organizmie. Widać wyraźnie, że jest to broń obosieczna, i należałoby się dobrze zastanowić nad jej użyciem, mając na względzie dobro pacjenta.

 

Chemioterapia a współczesne badania…
Elita światowej sławy onkologów, i mikrobiologów, z prestiżowego Fred Hutchinson Cancer Research Center w Seattle, współpracujących z badaczami z University of Washington, Oregon Health and Science University, Buck Institute for Research on Aging, oraz Lawrence Berkeley National Laboratory, uważa, że odkrycie to, było dla nich „kompletnym zaskoczeniem”.

Badacze usiłowali dociec, dlaczego komórki rakowe, które tak łatwo jest unicestwić chemikaliami w laboratoryjnej próbówce, są tak trudne do pokonania w ciele chorego. Jednoznacznie stwierdzili ze zdumieniem, że jest to stały skutek uboczny leczenia w postaci, chemioterapii. Używane do niego chemikalia, owszem, niszczą wprawdzie tkankę nowotworową, ale przy okazji wpływają degenerująco, na DNA zdrowych tkanek otaczających guz, jak również pozostałych tkanek chorego.

Zwłaszcza dotyczy to komórek zwanych fibroblastami. Odgrywają one kluczową rolę w procesie zabliźniania się ran, a ponadto wytwarzają spajający tkankę kolagen. Pod wpływem toksyn cytostatyków, zaczynają, te zdrowe, ale potraktowane cytostatykami fibroblasty, produkować, aż 30 razy więcej proteiny, WNT16B, niż dotychczas, czyli przed podawaniem cytostatyków.

Proteina ta ma właściwości, silnie stymulujące rozrost guza, a ponadto uodpornia jego komórki na cytostatyki chemioterapii.

Jak stwierdzono, po pierwszej rundzie chemii, rakowe niedobitki roznoszone są po całym organizmie.

Gdy po kilku dniach, czy tygodniach, aplikuje się drugą porcję chemioterapii, mających „dobić” pozostałe komórki nowotworowe, aż u dziewięćdziesięciu procent pacjentów, ma ona działanie, kompletnie odwrotne do zamierzonego: zamiast zniszczyć niedobitki raka pozostałe po pierwszej chemii, przyczynia się do ich przyśpieszonego rozwoju, i dodatkowo do zwiększenia ich odporności na chemię.

– To jest niemal uniwersalna, w skutkach śmiertelna, konsekwencja ponownej chemioterapii, – stwierdzają uczeni z amerykańskiego ośrodka.

Proteina WNT16B
Już znacznie wcześniej było wiadomo, że proteina WNT16B, działa na komórki raka, jak nawóz na słabnące plantacje roślin. Nie zdawano sobie jednak sprawy, z wszystkich tego konsekwencji.

Zaobserwowany przez uczonych wzrost poziomu białka, WNT16B, po chemioterapiach, był kompletnie nieoczekiwany, – konstatuje dr Peter Nelson, koordynator przedstawionych, piątego sierpnia, na łamach, najbardziej dziś wiarygodnego, medycznego periodyku, „Nature Medicine”, wyników studium badawczego: Jej wydzielanie przez nierakowe fibroblasty, wcześniej potraktowane chemią, wpływa stymulująco na pobliskie komórki rakowe, przyspieszając ich wzrost, pobudzając inwazję i, co najważniejsze, powodując ich późniejszą odporność na kolejne rundy chemioterapii.

Podstawowa broń na raka, chemioterapia, okazuje się więc obosieczna…

Tyle cytat z czasopisma medycznego uchodzącego za najbardziej wiarygodny periodyk świata.

Powyższe, te bardzo wiarygodne wiadomości, tylko utwierdzają lekarzy praktykujących medycynę naturalną, i medycynę starożytną w podejściu, że agresywne metody lecznicze współczesnej onkologii, nie powinny być jedynym działaniem podejmowanym w celu poprawy stanu chorego.

Lekarze powinni skupić swoje wysiłki także na niemających skutków ubocznych – „po pierwsze nie szkodzić”, – działaniach wspomagających, wzmacniających zdrowie, prawidłowym odżywianiu, oczyszczaniu, i odtruwaniu ustroju pacjenta, zmianę jego niezdrowych przyzwyczajeń na właściwe, oraz na zdrowotnym uporządkowaniu w szerokim tego znaczeniu, całego życia konkretnego chorego.

 

Niezmiernie ważna i ciekawa rozmowa z lek. med. Janem Pokrywką na temat ostatnich badań i doniesień naukowych opublikowanych w renomowanym czasopiśmie „Nature Medicine” stawiających chemioterapię, a zwłaszcza drugą chemię, po której następuje rozrost komórek nowotworowych, pod dużym znakiem zapytania.