przedramie po koronografiiKoronarografia, – co to jest? Dlaczego się ją wykonuje? Czy ty też powinieneś dać sobie wykonać koronarografię?

Aby odpowiedzieć na te pytania, powinieneś przyswoić sobie trochę informacji.

Zapewne sama nazwa już nieraz obiła ci się o uszy, jeżeli jednak nigdy nie miałeś z tym do czynienia nie wiesz dokładnie, z czym to powiązać.

Koronarografia to zabieg inwazyjny i jak każdy tego typu zabieg, może nieść za sobą pewne powikłania. Oczywiście nie muszą one wystąpić, ale pewien stopień ryzyka zawsze istnieje.

Dlaczego inwazyjny?

Ponieważ badanie wykonuje się we wnętrzu jednej z tętnic.

Koronarografia wykonywana jest najczęściej przez tętnicę promieniową z nadgarstka. W znieczuleniu miejscowym po niewielkim nacięciu od wewnętrznej strony nadgarstka, wprowadza się do tętnicy specjalny cewnik, przez który zostaje wprowadzony inny cienki elastyczny element aż do naczyń wieńcowych serca. Tam przez niego podaje się substancje kontrastową i wykonuje serię zdjęć aparatem rentgenowskim. W ten sposób uzyskujemy dokładny obraz naszych naczyń wieńcowych.

Dlaczego się ją wykonuje?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta, jest to jedyna skuteczna metoda stwierdzająca stan naczyń wieńcowych. Można powiedzieć, że w 99% lekarz jest w stanie wykryć wszystkie nieprawidłowości naczyń, przez co możesz uniknąć niedotlenienia serca i zawału. Zabieg ten jest wykonywany u osób już od 40 roku życia. Wszyscy wiemy, że coraz młodsi ludzie doznają zawałów, a mam na myśli nie tylko mężczyzn.

Czy i kiedy powinieneś dać sobie wykonać koronarografię?

Może nie do końca zdajesz sobie z tego sprawę jak ważna jest odpowiedź na to pytanie. Nie wszystkie zmiany w naczyniach wieńcowych jesteś w stanie odczuć. Nic w organizmie nie dzieje się od razu. Dlatego do pewnych zmian stopniowo się przyzwyczajasz, zwalasz na wiek. Przecież nie stajesz się młodszy, myślisz, że to już tak musi być. Jednak nie zawsze jest to prawda. Jeżeli w twoim organizmie zaczyna się rozwijać choroba naczyń wieńcowych a ty to zbagatelizujesz z pewnością doczekasz się zawału.

Na jakie dolegliwości należy zwrócić uwagę?

Jeżeli szybko się męczysz, odczuwasz duszności, dławiący ból w klatce piersiowej. Możesz odczuwać go jako wrażenie ucisku, gniecenia lub pieczenia, czasami promieniuje on do szyi nadbrzusza lub ramion. Określany jest jako ból dławicowy. Ból w klatce piersiowej może się pojawić jedynie przy nasilonym, nagłym lub przedłużonym wysiłku fizycznym i ustąpić w ciągu kilku minut w spoczynku.

Jeżeli odczuwasz te objawy przy najmniejszym wysiłku a także w spoczynku, występują one coraz częściej i trwają dłużej oznacza to, że choroba wieńcowa weszła w fazę ostrą. Koronarografia jest konieczna.

W moim przypadku było inaczej, badanie wykazało zmiany, mimo, że ja niczego nie odczuwałem. Wbiegam na czwarte piętro bez zadyszki, nie odczuwam zmęczenia, żadnych bólów w klatce piersiowej, a jednak muszę poddać się wszczepieniu stentu w naczyniach wieńcowych.

Sama koronarografia jest zabiegiem diagnostycznym, natomiast z chwilą stwierdzenia nieprawidłowości w naczyniach wieńcowych, wykonuje się od razu tzw. angioplastykę naczyń wieńcowych, polegającą na udrożnieniu zwężonej lub nawet zupełnie zamkniętej tętnicy, bez konieczności otwierania klatki piersiowej.

 

Ja również otrzymałem skierowanie na zabieg koronarografii. Dnia 6 maja 2016 roku rano zostałem przyjęty do Ośrodka Kardiologii Zabiegowej. Oczywiście na tego rodzaju zabieg należy przyjść na czczo. Sprawa była prosta, ponieważ przez całą noc nic nie jadłem. Rano mogłem przyjmować jedynie płyny, natomiast przed zabiegiem już nie. Należy się przygotować na 24 godzinną obecność w ośrodku. Górna część piżamy nie jest konieczna, na dzień dobry dostałem bardzo seksowną koszulkę z dużym dekoltem. Zmierzono mnie i zważono, zrobiono pomiar ciśnienie krwi.

Pielęgniarka z czułością wkłuła mi się w żyłę lewej ręki umieszczając tam welflon. Trzeba przyznać, że zrobiła to bardzo zgrabnie i fachowo. Jestem regularnie kłuty i dlatego wiem, co mówię. Takie pielęgniarki to dzisiaj skarb.

Z tym skarbem odbyłem jeszcze dłuższą rozmowę, a właściwie wywiad. Interesowała się prawie wszystkim, – na co chorowałem? Ile miałem operacji? Na co jestem uczulony? Kto mnie strzyże i goli? Czy byłem szczepiony na żółtaczkę i ile razy? Było jeszcze mnóstwo innych pytań, ale nie sposób tego wszystkiego zapamiętać. A na samym końcu jeszcze musiałem się pod tym wszystkim podpisać.

Później zaprowadziła mnie do sali. Nie powiem byłem w lekkim szoku. Sala przestronna o jasnych ścianach, cztery wygodne łóżka, estetyczna świeżo wyprana pościel. Przestronne okno z zewnętrznymi regulowanymi żaluzjami i przyciemnionymi szybami. Indywidualne oświetlenie nad każdym łóżkiem, przy którym można swobodnie czytać książki.

Na jednej ze ścian znajdowały się drzwi do łazienki, która wyposażona była w umywalkę sedes i kabinę prysznicową, wszystko na biało z połyskiem.

Spędziłem trochę czasu w różnych szpitalach, ale temu, co tu zastałem mógłby pozazdrościć niejeden hotel.

Proszę się położyć – poprosiła pielęgniarka, podłączę pana do kardiomonitora. Grzecznie się położyłem. Przykleiła mi na piersiach kilka elektrod. Chwyciła obiema dłońmi moją nową koszulkę i rozerwała ją, powiększając dekolt do samego pasa. Zrobiła to tak szybko, że nie zdążyłem nawet zareagować. Później podpięła kabelki kardiomonitora pod elektrody na moich piersiach i zacisnęła mankiet do pomiaru ciśnienia na moim prawym ramieniu.

-Czy dojdzie do mnie jeszcze ktoś z pacjentów? – Zapytałem.

– Nie, będzie pan tej nocy sam, odpowiedziała i wyszła z sali.

Mam cały apartament dla siebie, pomyślałem. Super, warunki lepsze niż w niejednym hotelu. Cisza, spokój, nikt nie chrapie, lubię to. Na takie okazje mam swój sposób. Biorę dobrą książkę i zagłębiam się w lekturę. Nie myślę wówczas o tym, że czeka mnie jakiś zabieg, nie stresuję się, czas dla mnie nie istnieje. Jestem w innym świecie. Leżę sobie i czytam.

Cóż nie było by to najgorsze gdyby nie te kabelki, które krępuję trochę ruchy a którymi jestem przywiązany do kardiomonitora. Co jakiś czas włącza się pompka, pompując powietrze do rękawa na moim prawym ramieniu, wykonując pomiar ciśnienia.

Przy dobrej lekturze czas płynie dość szybko. Na obiad dziś nie mam co liczyć, przed zabiegiem nie wolno mi jeść, ale przyznam szczerze, wcale nie odczuwam głodu. Przeczytałem już kilka rozdziałów. Jest ładne popołudnie, na bezchmurnym niebie świeci słońce. W innej sytuacji przy takiej pogodzie szkoda by było leżeć w łóżku. Co jakiś czas odzywa się mój telefon komórkowy. To żona dzwoni i pyta, – no jak tam, wiesz już, kiedy pójdziesz na zabieg? Rozmawiałeś już z lekarzem?

Oczywiście nic nie wiem, żaden lekarz się jeszcze u mnie nie pojawił. Leże sobie i czytam. Jak będę coś wiedział dam ci znać – pa.

Poza tym nie chcę jej martwić, wiem, że na pewno się denerwuje. Nawet pomyślałem, że zadzwonię do niej jak już będę po zabiegu. Nie będzie musiała się dłużej stresować.

Dochodziła 1630 gdy w drzwiach pojawiła się drobna niewysoka szatynka, z krótko obciętymi włosami i delikatnie wykonanym makijażem. Wyglądała na trzydzieści – może trzydzieści pięć lat. W jej urodzie nie było nic szczególnego, na co można by zwrócić uwagę.

Zapytała – pan Jan Sinica? -Tak odpowiedziałem. – Jak się pan czuje? -W tej chwili dobrze. – Czy miewa pan bóle w okolicy mostka, po wysiłku odczuwa zmęczenie?

Nic takiego nie odczuwam – odpowiedziałem, prawie czterdzieści lat mieszkam w bloku na czwartym piętrze, kilka razy dziennie wbiegam na górę bez najmniejszej zadyszki. Niejednokrotnie z kilku kilogramowym obciążeniem. Nigdy nie liczyłem pięter, zanim się zorientuję jestem już pod drzwiami.

– Za pół godziny zostanie pan poproszony na zabieg – powiedziała i wyszła. Domyśliłem się, że to ona będzie go przeprowadzać, jak się później okazało nie myliłem się.

Jest to zabieg wymagający ogromnej precyzji. Pomyślałem – lepiej jest oddać się w ręce kogoś drobnego i delikatnego w tej zegarmistrzowskiej robocie. Nawet nie wyobrażam sobie jak by mógł grzebać w tętnicy 100 kilogramowy facet ze słoniowatymi rękami. Byłem, więc dobrej myśli.

O godzinie 17- tej zostałem poproszony do sali operacyjnej. W tym momencie musiałem pozbyć się dolnej części piżamy. Na salę idzie się jedynie w tej seksownej koszulce. Sala mieściła się na końcu niezbyt długiego korytarza. Jak się później dowiedziałem wyposażona była w najnowocześniejszą aparaturę do tego typu zabiegów. Moją uwagę zwrócił ogromny monitor, szerokości 2 i pół metra i wysokości 1,5 metra. Obok na środku sali stał stół operacyjny. Nad nim umieszczony był na ruchomym wysięgniku niewielkich rozmiarów aparat rentgenowski. Tutaj już należało zdjąć i tą koszulkę i położyć się na stole chirurgicznym. Przykryto mnie prześcieradłem chirurgicznym, unieruchomiono prawą dłoń, ponieważ na niej robiony będzie zabieg. Zdezynfekowano miejsce cięcia. W tym momencie nadeszła pani doktor i zaczęło się.

Usłyszałem – teraz poczuje pan ukłucie.

Prawdę powiedziała, – rzeczywiście poczułem. Nie trwało to długo, ponieważ znieczulenie prawie natychmiast zaczęło działać. – Teraz poczuje pan lekkie pieczenie. Czekam na to pieczenie, ale jakoś nie potrafiłem tego poczuć, ale może to i dobrze. – Teraz trochę zaboli, – o… kurcze tego się nie spodziewałem, to było znacznie więcej niż trochę. Nastawiłem się zatem bardziej bojowo, ale jak się okazało w dalszym ciągu niewiele czułem.

Moja prawa ręka zaczynała robić się coraz cięższa. Po chwili odnosiłem wrażenie jakby na moim prawym przedramieniu usiadł słoń. Jednak w tym momencie moją uwagę przykuł monitor, a właściwie to, co na nim było wyświetlane. Widziałem dokładnie całą tętnicę dochodzącą do naczyń wieńcowych serca. Zdałem sobie sprawę, że to nie film w telewizji a moje tętnice. Zaczęła działać adrenalina. Serce zaczęło przyśpieszać z 72 uderzeń do 86 i dalej rośnie. Nie ma żartów, co będzie jak przekroczy 100 uderzeń i może zacząć się migotanie przedsionków.

Obawy te nie były bezpodstawne, ponieważ już kilkakrotnie miałem ataki migotania przedsionków lewej komory serca i kończyło się to zawsze kardiowersją. Pomyślałem…- u s p o k ó j  s i ę  c h ł o p i e, wziąłem kilka głębszych oddechów i zwolniłem oddychanie. Widzę na monitorze, że serce zaczyna zwalniać, metoda ta jest przeze mnie sprawdzona, praktykowałem ją wiele razy. Zawsze działa, tym razem też zadziałała.

W tej chwili zobaczyłem jak kontrast rozlewa się w moich naczyniach wieńcowych, wypełnia je całkowicie, jest koloru niebieskiego jak atrament. Naczynia stają się teraz bardziej wyraźne. W obserwacji przeszkadza mi trochę przemieszczający się co chwilę umieszczony w niedalekiej odległości nad moją klatką piersiową aparat rentgenowski.

Serce znów przyspieszyło, ale już nie przekroczyło 92 uderzeń. Oczywiście za pomocą mojej metody. Byłem tym wszystkim tak zaabsorbowany, że zapomniałem całkiem o mojej ręce.

-Teraz pana zaboli – usłyszałem, jęknąłem a ł ł ł… bo zabolało i to był koniec zabiegu.

Do stołu operacyjnego podjechały z łóżkiem dwie pielęgniarki. Trochę się zdziwiłem, ale jak się okazało do mojego apartamentu wracam na kołach. Szkoda tylko, że nie jest to mercedes. Jest godzina 1720, więc sam zabieg mógł trwać około 15 minut. Teraz nie wolno mi nic robić prawą ręką, nawet nie wolno się nią podeprzeć. Na nadgarstku mam założony specjalny zacisk na tętnicy. Miałem go przez kilka godzin. Zacisk posiada regulację. Aby poprawić ukrwienie dłoni, pielęgniarka co jakiś czas przychodzi i zmniejsza siłę ucisku. Czułem jeszcze, że moja prawa ręka jest ciężka i niezdarna, ale już po godzinie, gdy krew zaczęła w naczyniach lepiej krążyć sytuacja się poprawiała.

Na wieczór dostałem już kolację. Musiałem dużo pić, aby jak najszybciej pozbyć się z organizmu substancji kontrastowej, która niekorzystnie działa na nerki. W dalszym ciągu byłem podłączony do kardiomonitora, ale teraz mogłem już jedynie spać. W końcu noc jest do spania. Kilkakrotnie odwiedzała mnie jeszcze pielęgniarka, aby zmniejszyć ucisk na tętnicy promieniowej nadgarstka a przed północą zdjęła go zupełnie.

Po zdjęciu zacisku ręka mnie już nie bolała, w miejscu nacięcia nie było krwawienia. Założyła mi opatrunek i już mogłem przespać spokojnie do rana.

Rano po śniadaniu i wizycie lekarza zostałem wypisany do domu. Wynik koronarografii był pozytywny, czyli nic w naczyniach wieńcowych nie znaleziono, co mogłoby zagrażać mojemu dalszemu życiu. Dostałem opis i płytę z nagranym zabiegiem.

Od tego wyniku zależało dalsze moje leczenie, a mianowicie kolejny zabieg niwelujący migotanie przedsionków. Ma nim być ablacja nasierdziowa. A skoro jest wszystko w porządku to nie było powodu do niepokoju.

Zalecenia lekarskie: nie obciążać prawej ręki przez tydzień, a jeszcze lepiej dwa tygodnie. Zakaz prowadzenia samochodu przez najbliższe 3 dni.

 

Po kilku dniach zgłosiłem się z wynikami do profesora Y, który ma u mnie przeprowadzić ablację w Klinice Kardiochirurgii. Profesor długo spoglądał w monitor, przeglądając zapis na płycie CD z mojej koronarografii, później popatrzył na opis i zapytał – który lekarz przeprowadzał badanie? -Myślę, że ten, który się podpisał pod opisem zabiegu. -Nie koniecznie, często opis jest wykonany przez inną osobę – odpowiedział. Widzę, że nie wszystko jest dobrze. Jedna z tętnic na naczyniach wieńcowych ma przewężenie. A ja mylę się bardzo rzadko. W tej sytuacji nie mogę panu zrobić ablacji metodą, którą uzgodniliśmy. Trzeba będzie otworzyć klatkę piersiową, założyć bajpas z równoczesnym przeprowadzeniem ablacji.

Takiego obrotu sprawy nie przewidywałem. Podczas koronarografii nikt mi nie wspomniał, że jest coś nie w porządku. W opisie badania również niczego takiego nie ma. Jak to jest możliwe?

– Panie Janku, proszę jeszcze poczekać, ja skonsultuję się w tej sprawie z innymi kardiologami i zadzwonię do pana. – Dobrze profesorze, będę czekał na telefon od pana.

Za kilka dni zadzwonił. – Wykonamy stentowanie przez koronarografię, a po czterech miesiącach zrobimy ablację, czy takie rozwiązanie panu odpowiada? – Myślę, że to rozwiązanie jest bardziej rozsądne i na to mogę się zgodzić – odpowiedziałem. Zatem proszę przyjść, otrzyma pan skierowanie na oddział kardiologii naczyń wieńcowych.

Teraz czeka mnie jeszcze raz ten sam zabieg z angioplastyką, czyli założeniem stentu. W tego typu przypadkach podczas koronarografii robi się ją od razu zakładając stent w miejscu przewężenia tętnicy wieńcowej.

Zastanawiam się, czyżby pani doktor, podczas rozmowy ze mną przed zabiegiem była tak zasugerowana brakiem u mnie jakichkolwiek objawów, że podczas badania nawet nie próbowała niczego tam znaleźć.

Rutyna czy brak doświadczenia?

Jak się okazuje w praktyce to nawet najnowocześniejsza aparatura nie wystarcza do prawidłowo przeprowadzonego badania. Jest jeszcze czynnik ludzki, który może zawieść. I tak było w moim przypadku. Zabieg wykonano, NFZ zapłacił za badanie, ja poniosłem ryzyko narażenia zdrowia, stratę czasu i wyłączenia mnie przez dwa tygodnie z normalnego funkcjonowania. W konsekwencji muszę ponownie poddać się koronarografii i stentowaniu. Tak szanuje się nasze pieniądze i zdrowie pacjentów.

Aby nie kończyć mojego pisania tym pesymistycznym akcentem, powiem jeszcze: ten się nie myli, kto nic nie robi. Może to będzie jakieś pocieszenie w tej sytuacji.

 

Wniosek z mojego doświadczenia: – jeżeli powierzasz własne zdrowie w cudze ręce, ważne jest aby były to odpowiednie ręce.